Tagi
RSS
piątek, 29 kwietnia 2011
MAGNOLIE ZAMIAST ŚLUBNEGO SZALEŃSTWA

Od dziecka lubię baśnie.

Magnolie7

Dlatego miałam mały dylemat, czy zasiąść przed ekranem telewizora i z wypiekami na obliczu oglądać ceremonię skrojoną na miarę wyspiarskich obyczajów, podziwiać szytą w wielkiej tajemnicy suknię Panny Młodej oraz dobrze zapowiadająca się łysinę Pana Młodego, czy tez wybrać się ze sprzętem do pobliskiego ogrodu botanicznego w poszukiwaniu magnolii.

Magnolie6

Jak można się domyślić, wybrałam to drugie, gdyż po pierwsze, była ładna pogoda i akurat nie miałam grypy, a po drugie, nie lubię ulegać zbiorowym szaleństwom, i to żadnym, czy to obcym, czy swojskim.

Magnolie3

Niestety, nie do końca mi się to udało, bo w ogrodzie oprócz zatrzęsienia kwiatów, natknęłam się na zatrzęsienie miłośników fotografii. Naprawdę trudno było się dopchać do jakiegoś sensownego stanowiska.

Magnolie2

Na szczęście, normalni ludzie zajęli się oglądaniem ceremonii dla mas, dlatego nie biegali  między grządkami i nie zasłaniali kadru. Nie wróciłam więc z polowania z niczym. A co do zbiorowych szaleństw, jedyne, jakie znoszę, to dobry koncert.

Magnolie4

Wtedy nie przeszkadzają mi ani gwar, ani ścisk, ani tańce rytualne. Nawiasem mówiąc, już niedługo koncert Cavalera Conspiracy w warszawskiej Stodole. Może ten klub ma nie najlepsze nagłośnienie i nieco zużyty design, ale za to klimat niepowtarzalny.

Magnolie1

I tylko proszę Siłę Wyższą o to, żeby średnia wzrostu koncertowiczów nie była zbyt duża, bo niestety, przy wejściu jest solidna rewizja i drabinki nie da się przemycić. Nie mówiąc o wysięgniku do aparatu. 

poniedziałek, 25 kwietnia 2011
SŁUŻEW TONIE

Oczywiście nie w wodzie...

Służew wiosną

Służew wiosną 12

Słuzew wiosną 4

Służew wiosną 1

Słuzew wiosną 7

Słuzew wiosną 5

Słuzew wiosną 3

Służew wiosną 2

Służew wiosną 10

Służew wiosną 8

piątek, 22 kwietnia 2011
DUCH ŚW. FRANCISZKA

Kurczakwielkanocny

Życzę po franciszkańsku, z okazji Świąt Wielkanocnych, wszystkim ludziom, aby spożywali tylko wesołe jaja i aby pamiętali, że wesołe jajo, z którego wylęgnie się wesoły kurczak, znosi tylko wesoła kura. Czyli ta, która grzebie pazurem gdzie popadnie, a nie ta, która trafia do zakratowanego obozu pracy. Te święta, jak żadne inne, mówią, że cierpienie ma sens. Ja jednak zapytam, czy każde?

środa, 20 kwietnia 2011
KASZTANOWIEC

Jaka szkoda, że szrotówek kasztanowcowiaczek już czeka.

Kasztanowiec10

Kasztanowiec5

Kasztanowiec1

Kasztanowiec11

Kasztanowiec3

Kasztanowiec

21:07, monika.kielbowicz
Link Komentarze (10) »
niedziela, 17 kwietnia 2011
FORSYCJA BLACK & WHITE

Forsycja5

Forsycja2

Forsycja4

Forsycja6

Forsycja3

Forsycja1

wtorek, 12 kwietnia 2011
WARSZAWSKIE TATRY

Grupa alpinistyczna im. Wandy Rutkiewicz, z powodu trzęsienia ziemi w Tatrach, musiała chwilowo zrezygnować z treningów górskich i przenieść się do miasta. Panowie (niestety, jedyną kobietą w grupie jest sławna patronka) zdecydowali się na Warszawę, bo tu, jak wiadomo, wbito w ziemię parę wysokościowców.

warszawa_tatry1

Z głębokim ubolewaniem należy jednak stwierdzić, że władze stolicy, zbyt restrykcyjnie trzymające się przepisów, nie wyraziły zgody na wysokogórskie wspinaczki spidermanów. Po pierwsze, takie widowisko, mogłoby doprowadzić do niekontrolowanych zgromadzeń różnych i skrajnie różnych, żeby nie powiedzieć, ekstremistycznych ugrupowań. Po drugie, trudno byłoby gasić jakiś nieoczekiwany pożar, bo moc sikawek sięga tylko do 5 piętra. Po trzecie, nie można  narażać bezpodstawnie zdrowia i życia Polaka, bez  konkretnej idei, tj. przyczyny, a to w imię działań paternalistycznych. Przecież władza musi jakoś zasygnalizować, że troszczy się o poddanych. Tfu… chciałam powiedzieć „obywateli demokratycznego państwa”. Po czwarte, konserwator zabytków na ogół wyraża sprzeciw. Odpada więc nie tylko katedra św. Jana i nie tylko PKiN, ale nawet Giełda Warszawska. Nolens volens, dzielni wspinaczkowicze musieli się wpisać w jakieś działanie, które można uzasadnić, a to pragmatyzmem, a to utylitaryzmem.

warszawa_tatry2

Nie wchodziło w grę tynkowanie starych kamienic i to nie tylko dlatego, ze ta fucha zarezerwowana jest dla panów przemieszczających się pieszo po rusztowaniach, a nie zwisających na linach, ale dlatego, że budżet na takie przedsięwzięcia jest mocno okrojony. Poza tym, te domy są zdecydowanie za niskie.  Nie wchodziło też w grę owijanie wysokościowców belami materiału, w ramach promocji dobrze zapowiadających się artystów, jak to w niektórych krajach bywało. Co prawda, w Warszawie władze sprzyjają młodym adeptom sztuki i eksperymentom twórczym, czego przykładem dorodna palma w okolicach najbardziej znanego traktu, ale bez przesady, w końcu są granice, bo jeszcze można by czyjeś odczucia estetyczne za bardzo obrazić. Niestety, jeśli chodzi o wspinaczkę na ową palmę, to jest ona bardzo niebezpieczna i grozi upadkiem razem z liściem, dodajmy, niezbyt krajowej produkcji. Są jeszcze prace ekologiczne. Nie mówię o wspinaczkach na drzewa w ich obronie, bo alpiniści używają lin, a nie łańcuchów. Mam na myśli raczej  usuwanie prętów z otworów wentylacyjnych w wieżowcach, a to z powodu, że ptasi rodzice nie mogą się dostać do swoich żywcem zakratowanych pociech. Jak wiadomo remonty przeprowadza się głównie w okresie lęgowym. Niestety, akcje ratunkowe nie są priorytetem, a STOP, czyli jakby ktoś nie wiedział, Stołeczne Towarzystwo Ochrony Ptaków, boryka się wciąż z problemem niedomiaru finansów, wolontariuszy i z priorytetem bardziej priorytetalnych priorytetów. Była, co prawda, fucha związana z uwolnieniem uwięzionego w oknie kamienicy misia Pandy, ale na nieszczęście uwięzionego na parterze.

warszawa_tatry3

No cóż, jedynym realnym zajęciem wspinaczkowym okazało się mycie szklanych domów. Może ono nie tylko przynieść dochód, który zasili kasę biednych alpinistów na wycieczkę w Himalaje (tam trzęsień ziemi na lekarstwo, bo nie ma tylu temperamentnych chojraków, którzy by się tak maczugami tłukli). Troska o szklane domy jest też inicjatywą patriotyczną. W końcu można będzie przywrócić pamięć wybitnego polskiego pisarza, krytyka polskiego obskurantyzmu, Stefana Żeromskiego. Każdy, kto chodził do szkoły, wie, dlaczego. Chociaż to nie jest takie pewne, gdyż niektórzy nie lubią krytyki, bo ktoś by jeszcze coś źle skojarzył. Ale nie bądźmy pesymistami.

warszawa_tatry4

Tak więc, pucowanie szklanych  domów przynosi wiele korzyści. Poza wymienionymi – można jeszcze coś ciekawego podejrzeć przez te ogromne powierzchnie płaskie i jakąś fotkę na pierwsza stronę brukowca wyprodukować. Np. uchwycić romantycznie romans szefa  z sekretarką. A jeśli się zainwestuje w sprzęcior, to i nagrać coś ciekawego, jakieś rozmowy o bardziej złożonych relacjach międzyludzkich.

warszawa_tatry5

Należy tylko uważać przy ewakuacji, bo można się nadziać na słupek (a tych w stolicy zatrzęsienie) albo na jakiś inny znak, który sugeruje, że nie tutaj miejsce do zaparkowania własnego interesu.

warszawa_tatry6

 Poza tym, jeśli tak się jest na widelcu, to zawsze świntuch paparazzo może całą akcję rurą namierzyć  i wykorzystać w bliżej nieokreślonym celu.

niedziela, 10 kwietnia 2011
POZA CZASEM

Jak doświadczyć tego, co istnieje naprawdę? Poza rutyną codzienności, poza schematami paradygmatów naukowych, poza ustalonymi formami obrzędów religijnych. Jak doświadczyć tego, czego wyrazić nie da się w żadnym języku? Czego nie da się nawet pomyśleć? Czegoś, co przekracza też miarę uczuć, naszych ludzkich uczuć, naszego ludzkiego pojmowania rzeczy.

katedra2

Dawno temu, kiedy byłam dzieckiem, wpatrywałam się w ciemne iglice katedr wzlatujące w granatowe niebo, wpatrywałam się, by odczuć niepokój.

katedra7

Ten niepokój był mi niezbędny do życia. Tak jak intensywność barw ukrytych w przezroczystych formach. Do dziś pamiętam tajemnicze piękno ultramaryny i głębokiej czerwieni bryłek szklanych. Pamiętam też, że ich poszukiwanie w różnych miejscach było najbardziej pochłaniającym mnie zajęciem.

katedra1

Dziś, kiedy już bardziej myślę i mówię niż doświadczam, spostrzegam, że  te same barwy zdobią witraże katedr. Dziś  zadaję sobie pytanie, czy to klimat katedry przyprawiał mnie o dreszcze, czy też naturalna zdolność człowieka do odczuwania pewnych barw jako metafizycznych.  Sceptyk pewnie by powiedział, że raczej dostępność pewnych barwników w naturze, ale ja nie jestem o tym przekonana. W końcu witrażom można było nadać zgoła inne barwy naturalne, bardziej stonowane, blade i uspokajające.  Od czasu, kiedy opuściłam skórę dziecka, bardzo tęsknię do intensywności tych barw, a właściwie do intensywności swoich przeżyć.

katedra4

I byłby to dylemat Faustowski, gdyby nie to, że ja nie chciałabym wykrzyczeć: „chwilo trwaj”. Chciałabym   raczej, by chwila przestała istnieć, chciałabym  przywrócić  metafizykę dziecięcych dreszczy. Metafizykę pozbawioną języka pojęć i natręctwa symboli, metafizykę pozbawioną świadomości cierpienia i śmierci. 

katedra6

 Metafizykę, która nie jest okupiona stratą, niemożliwą do zniesienia…

10:26, monika.kielbowicz
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 kwietnia 2011
GWIEZDNA PODRÓŻ PADAWANA

startrek5

startrek11

startrek22

startrek33

startrek6

niedziela, 03 kwietnia 2011
GŁOWIENKA NA POJEZIERZU SŁUŻEWSKIM

Jak większość ludzi, nie lubię czasu. Nie lubię go, nie dlatego, że tak szybko przemija, ale dlatego, że w ogóle nie istnieje. I bynajmniej nie jest to moje odkrycie.

głowienka1

Już św. Augustyn  stwierdził, że nie ma przeszłości, bo  „była”, nie ma przyszłości, bo dopiero „będzie”. A teraźniejszość? Tej też nie ma, bo jak może być coś, co odchodzi w przeszłość, zanim na dobre zaistnieje? Skoro nie ma czasu, to nie ma i materii, bo ta przecież istnieje tylko w czasie. Co ja mówię! „Nie istnieje” w czasie.

głowienka2

Nie naszłyby mnie te teoretyczne rozważania, gdybym nie zobaczyła dziś rano Służewskiego jeziorka wypełnionego kaczkami krzyżówkami i łyskami. Po głowienkach, które parę dni temu zaszczyciły Dolinkę swą obecnością, nie ma nawet śladu na wodzie. Trzy samce i jedna samica.

głowienka4

Mój aparat skakał z radości, kiedy widział, jak ochoczo pływają i zgrabnie nurkują. Dlaczego ich już nie ma? Zachodzę w głowę, co się stało. Czy im się bajorko nie spodobało? Czy też się samce pobiły o przedstawicielkę płci brzydkiej (jak wiadomo w przyrodzie to piękni są oni, a nie one). No bo chyba były trochę za duże, żeby je wrony zeżarły. Istnieje też prawdopodobieństwo, że one w ogóle nie istniały. Ale w takim razie, co uwiecznił obiektyw na matrycy? Złudzenie optyczne? Niezależnie od tego, co się zdarzyło, trudno mi wygonić smutek z głowy.

głowienka3

No cóż, jak twierdzą niektórzy filozofowie, jedyną pociechą dla istoty ludzkiej jest filozofowanie. Przynajmniej mózg ma jakieś zajęcie i człowiek nie skacze w przepaść tak od razu. Ja jednak podejrzewam, że czasami lepiej w ogóle nie myśleć i zadowolić się tym, co się ma pod ręką, a w moim przypadku łyskami i krzyżówkami. Tym bardziej, że ich obecność przeczy tezie Augustyna. W końcu one są wiecznie żywe. A filozof? Ten może udowodnić wszystko, nawet to, że Ziemia to plaster miodu obgryzany przez cztery ogromne misie.