Tagi
RSS
środa, 30 marca 2011
sobota, 26 marca 2011
BETON SIĘ WALI

Ilekroć w pobliżu pojawiają się ludzie z przyrządami, robię w portki ze strachu, że znów będą namierzać glebę pod budowę nowej piramidy. Ale tym razem namierzali coś zupełnie innego...

namierzanie12

Kicha, gdzie jesteś?! Mamy towar! Co tak przerywa, w jeża pysk?!!

namierzanie2

Szefie, nie mogę go namierzyć! Kicha, idioto, antenę wyciągnij!!!

namierzanie0

Jak to gdzie, Kasa?!!! Na parkiecie!!! Dawaj ten towar, bo mi się beton kiwa!!!! Marwa krówka, przerywa! Czekaj, już działam! Chłopy, wyciągać mi tu druta!!!

namierzanie13

Zara... zaraa... nie pali się...

namierzanie9

W czachę wuja, chłopy!!! Kasa,  błagam, czekaj!!! Wyciągam awaryjną! Wzmacniam, jak mnie słyszysz?!!!

namierzanie3

Kicha, nie wrzeszcz tak, bo nas wywęszą!!! ....O  mordę krasnala!!! Psy!!!! Psy przyjechały!!!! Zwijamy majdan!!!

namierzanie14

A co z towarem, ryjcu?!!! Beton mi się wali!!!

namierzanie4

A niech się wali!!! I  spadaj!!! Wykończ kabli,  ty ilorazie!!!  A towar walimy do Smródki, jakbyś się pytał!!! Chłopale, zapedalamy do metra i to migiem!!!  Barbie też, jakby się kto pytał!!!!

namierzanie5

Kasaaa.... tylko nie do Smródki...!!!!! To będzie tsu... uuu...!!!

namierzanie10

A niech sobie będzie tsunami, chłe... chłe... już ja was podkabluję! I sobie fruwajcie za mną, agenta kaczora nie dogonicie ;)

Uwaga! Wszyscy aktorzy, poza kaczorem, są fikcyjni.

poniedziałek, 21 marca 2011
PIERWSZY DZIEŃ WIOSNY, CZYLI PRACA NIE ZAJĄC

pierwszydzieńwiosny1

Co tu dużo mówić, wolę wypełnić sobie dobę własnymi zajęciami, niż oddawać się zajęciom niewolniczym. Najbardziej niewolnicze wydaje mi się sprzedawanie czasu swojego życia różnym instytucjom – państwowym czy prywatnym. Za marne miedziaki zresztą. Gdybym musiała, jak wielu ludzi, pracować od 8.00 do 16.00 albo od 9.00 do 18.00 z godzinną przerwą na lunch, to chyba wylądowałabym wiadomo gdzie. W gorszej sytuacji są tylko „byznesmeni”, uzależnieni od pajęczyny swoich firm, którzy zapieprzają 24 godziny na dobę, a którym to zresztą  od tego  potencja więdnie. Ale być bezdomnym i bezrobotnym miłośnikiem denaturatu? To też jakby nie dla mnie. Wolę zdążyć do toalety na czas i nie cuchnąć produktami przemian metabolicznych. Jednak tak sobie myślę, że to, iż nie jestem ani niewolnikiem, ani człowiekiem uzależnionym od swoich własnych sieci interesu, ani bezdomnym spod budki z piwem, o ile takie jeszcze istnieją, nie jest moją zasługą.  W końcu urodziłam się w takim, a nie innym kraju i czasie, w takiej, a nie innej rodzinie, z takim, a nie innym pragnieniem niezależności. No i czyja to zasługa? Komu to zawdzięczam? Komu zawdzięczam to, że inni,  mrówki czy mrówkojady pędzą w pierwszy dzień wiosny do roboty, a ja mogę iść na wagary w majestacie prawa. A w ogóle to tak sobie chodzę na wagary od jakiegoś czasu. Nie, nie jestem uczniem. Nie ten przedział wiekowy, chłe… chłe… Kiedyś byłam. Teraz raczej samoukiem i hedonistą. Nie wiem też dlaczego, ale wolę żyć w innym świecie. Ten mnie wyraźnie nudzi… No cóż, a poza tym sporo czasu zajmuje mi szukanie jakiegoś punktu zaczepienia, jakiegoś designera, który zaplanował mi życie. Gdzie szukam? Wszędzie, gdzie się da, oczywiście.

pierwszydzieńwiosny2

Po co? Szukam, żeby Mu przywalić za tych bezdomnych i tych „byznesmenów”. Aaa… i jeszcze za parę innych niedoskonałości ziemskiej geoidy. No dobra, za to, że mi wszystko daje, o co poproszę, to może podziękuję. Ale tym mnie bestia nie przekupi.

piątek, 18 marca 2011
WARSZAWSKIE SZPAKI

Sezon ptasi ruszył z nie mniejszą werwą niż sezon rowerowy. Warszawskie szpaki ostro zabrały się do roboty. A ściślej - szpaki służewskie. Tylko nie służewieckie, bo nie ze Służewca, ale ze Służewa nad Dolinką. Ze Służewa, a nie ze Służewia, bo to Służew, a nie Służewie. Ale to przecież oczywiste. No więc na Służewie (nie na Służewiu) praca wre i emocje wkręcają ptasie ptaszki w porządek dziobania.

szpaki1

 No coż, najpilniejszym ptasim zadaniem jest połączenie się w dwójki.  Stoi taki Sturnus vulgaris na dachu swojego drewniaka i wydaje odgłosy wabiące. Nie od razu rzecz się udaje, bo samice to wredne stworzenia i najpierw sobie muszą ocenić gościa, a właściwie jego zalety: umiejętności śpiewacze, błysk upierzenia, no i kasę – na utrzymanie willi i przyszłego potomstwa. Ale od czego sztuka mimetyczna. W końcu można poudawać słowika czy inną wronę. Jednak ile to pracy! Trzeba się nieźle napocić.

szpaki2

Żeby nie wpaść w depresję i totalną niechęć do płci przeciwnej, warto sobie czasem zrobić przerwę w smętnym oczekiwaniu na laseczkę. Najlepszy jest wypad z kumplami na coś mocniejszego. Ojej, żeby tak się w głowach i oczach nie zatęczowiło, bo wtedy każdy pasztecik wyda się wisienką do wydrylowania.

szpaki3

No tak, na wisienki jeszcze za wcześnie. Ale pomarzyć można – przynajmniej o lepszej pogodzie. Na zdechłego ornitologa ! Kiedy ta wiosna wreszcie zawita?! Zawsze to ładniej piórka zabłysną i będzie można się trochę napuszyć.

szpaki4

Na razie, po tych substancjach wyskokowych głodek bebechy ściska, więc trzeba trochę zejść na ziemię i poszukać czegoś do zszamania. Na szczęście, ma się dużo tej, no, dehydrogenazy alkoholowej, więc zbyt duży katzenjammer nie grozi.

szpaki5

No tak, znowu chlebek na polepszaczach… Jednak dobre i to w obliczu totalnego lenistwa, jakie zagarnia jestestwo po imprezce. Poza tym, straszna nuda. Ani imprezki, ani lasek. Trzeba pomyśleć, jak odgonić szary, przedwiosenny spleen. Hmm.. Może skrzyknąć ziomali na jakąś małą masę krytyczną? Będzie zadyma, że mucha  nie grzdylnie!

szpaki6


Hej, rowery, łączmy się!

wtorek, 15 marca 2011
RECYKLING PSIEJ KUPY

Polacy zawsze coś ciekawego wymyślą, jeśli nie recykling, to przynajmniej happening.

posprzątajpopsie1

Recykling, jak wiadomo, jest  logistycznie i ekonomicznie dużo trudniejszym przedsięwzięciem niż happening. Wiadomo również, że machina recyklingowa wymaga zdyscyplinowanych obywateli, którzy będą swoje śmieci rozumnie segregować. Najlepiej wypadają pod tym względem kraje trzeciego świata. Indie czy jakieś rejony Ameryki Południowej. Tam rzesze samodyscyplinujących się obywateli zajmują się, tak jak w kulturze paleolitu ich przodkowie, zbieractwem. Następnie przetwarzają stare beczki na taczki, a stare gumiaki na opony do taczek. W krajach  rozwiniętych, jak np. w Polsce, śmietniki przeszukują właściciele firm recyklingowych, którzy troszczą się o to, by biedacy nie babrali się w brudach i nie zarabiali na śmieciach, bo to nieetyczne. W krajach wysoko rozwiniętych, jak na przykład Norwegia, wykorzystanie wszelkich odpadów jest zaprogramowane jak w robotyce.  Zdyscyplinowany obywatel co prawda nie jest zdolny do fantazyjnego happeningu, ale za to sumiennie segreguje śmieci. My w Polsce też chcemy do tego ideału zmierzać, jednak jest jeden szkopuł, a może nawet dwa. Po pierwsze, polski obywatel woli happeningi, ponieważ nie jest zmotywowany finansowo ani społecznie, więc wyrzuca co popadnie i gdzie popadnie. Po drugie pojemników do segregacji jest „na lekarstwo”. W Norwegii to państwo płaci za wywózkę odpadków, bo ono na tym zarabia, a w Polsce - obywatel musi dopłacać, bo przecież właściciel firmy odpadkowej musi zarobić, gdyż z samych odpadków nie da się wyżyć (na odpowiednim poziomie). Poza tym, w Norwegii za szklane butelki czy nawet puszki można uzyskać zwrot ceny i to duży. W Polsce o butelce zwrotnej można tylko pomarzyć, poza nielicznymi butelkami po piwie… Nie przypominamy więc ani Norwegii, ani Indii… Jeżeli już to  Włochy.   Chyba tylko ten kraj nas przerasta. Zobaczyć Neapol i… umrzeć od smrodu. Polacy sytuują się gdzieś pośrodku. Jednak nie traćmy nadziei. Polskie władze od lat wielu starają się uporać z problemem psiej kupy, zwłaszcza na wiosnę, kiedy  ulice przypominają poletka pełne grzybów różnej maści. Zakupuje się torby, torebki i torebeczki na te psie cudeńka, prowadzi się kampanie uświadamiające w TV w czasie największej oglądalności, pisze się programy komputerowe, które posłużą do druku mandatów dla niesubordynowanych właścicieli futrzaków. I to za pieniądze podatników, a więc – niczyje! Poza tym – ile nowych miejsc pracy! Ale prawdziwym hitem są specjalne śmietniki na psie grzybki. No cóż, zastanawiam się, czy to polski wynalazek. Inne kraje nas nie doceniają, a i my mamy kompleksy. A tu proszę… Ciekawi mnie tylko,

sprzątajpopsie2

co się dalej z taka psią kupą robi. Bo gdyby miała służyć w małych elektrowniach do produkcji metanu, to chyba nie można by jej pakować w torebki. Ale może Polacy opracują jakąś inna koncepcję recyklingu. Na razie, zanim to nastąpi i zanim te kosze nie zostaną zamknięte na kluczyk, bezdomni mogą grzebać w nich bez przeszkód i oddawać do punktu skupu albo przetwarzać na pamiątki świąteczne… W końcu biednym też się coś od życia należy. Chyba że szybszy będzie autor happeningu – Psiej Alternatywy, który wpadnie na pomysł, że pies sam wie, jak się uporać z własnymi resztkami i że najlepszym wyjściem będzie przemówienie mu do rozumu i przypomnienie o jego psim obowiązku…

czwartek, 10 marca 2011
10 MARCA – DZIEŃ MĘŻCZYZNY

Mam nadzieję, że to święto przyjmie się w Polsce. Nie jest ono, co prawda, tak znane jak 8 marca, a tym bardziej  nie jest tak komercyjne - jak Dzień św. Walentego, ale moim zdaniem – bardzo ważne.

dzień mężczyzn

My, kobiety, podejmując w XIX wieku walkę o nasze prawa, tak się w tym zapędziłyśmy, że dziś często zapominamy, iż do Panów warto mówić ludzkim głosem. Nie jestem tak naiwna, aby sądzić, że skończy się kiedyś walka płci, tak jak nie sądzę, aby miały się skończyć jakiekolwiek inne wojny. Może jednak warto zabiegać o to, aby obie strony tego konfliktu darzyły się na co dzień większym szacunkiem. A różnice? Te zawsze będą istniały – zwłaszcza w statystyce naukowej i potocznej. Ale w statystykach giną jednostki. Doskonale rozumiem, że  facet nazwany „męską świnią” i „seksistą” będzie się czuł tak samo podle, jak kobieta, o której się powie, że to „ cyniczna jędza żądna kasy” i „niewierna puszczalska”. Nie znaczy to , że w niektórych przypadkach tak nie jest, ale po co zakładać coś a priori,  wzajemnie się obrażać, utrwalać te stereotypy i uprzedzenia… Panowie, życzę Wam w tym Dniu, aby Wasze życie było dobre i pasjonujące. Życzę Wam pogody ducha i tego, abyście poza ciężką pracą mogli też realizować swoje pasje. Życzę Wam też, aby Wasze Panie darzyły Was większym szacunkiem i zrozumieniem…

09:12, monika.kielbowicz
Link Komentarze (4) »
wtorek, 08 marca 2011
8 MARCA – TULIPANY ZAMIAST GOŹDZIKÓW

Najlepszym sposobem i zarazem najbardziej wyświechtanym pretekstem, by nie składać Paniom życzeń z okazji Ich dnia, jest zanegowanie go - jako „święta komunistycznego”.

Dzień Kobiet

Można by przypuszczać, że to właśnie ósmego marca doskonale uwyraźnia się linia demarkacyjna między zwolennikami starego i piewcami nowego porządku. Nic bardziej mylnego. Przecież ta tradycja pochodzi ze Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej i, podobnie jak 1 maja, jest wyrazem poczucia niezadowolenia z niesprawiedliwości społecznej. A dzisiaj? To po prostu sprawdzian dla Panów z savoir vivre’u i jeszcze jedna okazja do wyrażenia szacunku wobec płci przeciwnej. W rodzinie czy w pracy. Niezależnie od tego, jak ta płeć przyjmie życzenia. A że przyjmuje różnie… Współczesne kobiety, zamiast symbolicznego kwiatka i niezbyt higienicznego ucałowania ręki, coraz częściej wolą: satysfakcjonujące pensje, parytety, dostęp do wyższych stanowisk i pomoc w domu na co dzień. Dlatego też niektóre Panie reagują na „8 marca” niechętnie, a nawet agresywnie. No cóż, Panowie, trzeba to znieść z godnością i udźwignąć ten dzień „po męsku”. Wykazać się znajomością etykiety i kulturą osobistą. Pomimo tego, że i Wy bywacie dyskryminowani, o czym się głośno nie mówi, tak jak nie mówi się o tym, że niektórzy z Was doświadczają przemocy ze strony partnerek.  Tym bardziej, że możecie oczekiwać rewanżu w Dniu Chłopaka czy Dniu Ojca. I to Wam się słusznie należy! No cóż, jeśli równouprawnienie - to równouprawnienie. Nie tylko kobiety nie wypada uderzyć kwiatkiem i nie tylko facet może w dobie równouprawnienia oberwać po twarzy. A co do kwiatka,

Dzień Kobiet2

 to niezależnie od tego, że  lubię tulipany, bo gorzko pachną nadchodzącą wiosną,  bardzo tęsknię za goździkami. Co one zawiniły, że tak rzadko można je zobaczyć w kwiaciarni? To, że stały się niechlubnym symbolem poprzedniego systemu, nie przesłoni ich kruchego piękna…

08:32, monika.kielbowicz
Link Komentarze (6) »
sobota, 05 marca 2011
MOJE MIASTO - WARSZAWA

Kiedy ładnych parę lat temu wróciłam z Londynu  do Warszawy, a byłam tam przecież tylko tydzień, poczułam się, jakbym odzyskała wolność. Kochana stara Marszałkowska  wydała mi się morzem przestrzeni.

mojemiasto1

Z radością opuszczałam wyspiarską stolicę, która podziałała na mnie klaustrofobicznie. Wąskie ulice, szybko zmieniające się światła i kierowcy, którzy ruszają tak szybko, jakby mieli zamiar zetrzeć pieszych na miazgę. „To miasto, zegar ludzkim kręcący się ruchem” - tak o Londynie pisał Juliusz Słowacki. Nigdy wcześniej i chyba nigdy potem nie odczuwałam tak przejmującej radości na widok mojego miasta. Nawiasem mówiąc, kto lubi Warszawę i Warszawiaków? Chyba niewielu. Kiedyś Warszawa była postrzegana jako bastion komunizmu, a takie perły architektury jak MDM czy Pałac Kultury i Nauki im. Józefa Stalina – jako przykład złego smaku i symbol triumfu władzy radzieckiej. Zbyt często symbole przesłaniają nam urok miejsc i  ich realne ludzkie bytowanie. Tak łatwo zapomnieć o trudzie tych, którzy budowali i odbudowywali, pomimo istnienia władzy takiej czy innej. O tych, którzy poświęcali siły, zdrowie, a nawet życie, żeby inni mogli mieszkać i cieszyć się swoim małym szczęściem. Pałac Kultury – niechciane dziecko mieszkańców Warszawy  – w pewnym sensie przypomina podrzutka paryskiego – stalową wieżę, gdzie Guy de Maupassant spędzał wolne chwile, tylko dlatego, że było to jedyne miejsce, z którego jej nie widział. Czym jednak Francuzi różnią się od Polaków? A chociażby tym, że tam prywata nie niszczy architektury. We Francji tradycja i nowoczesność doskonale się komponują, a jakaś współczesna toporna bryła, rzucona jak ogromna psia kupa na pierwszym wolnym miejscu, nie przesłoni zabytkowej i świetnie zaprojektowanej przez dawnych Mistrzów perspektywy i nie przytłoczy lekkiego neoklasycznego budynku.

mojemiasto2

 A taki właśnie los spotkał Teatr Wielki w Warszawie. Hmm… gdybym wracała z Oslo czy Barcelony, pewnie zwróciłabym uwagę na to, że Warszawa to miasto, które po godzinie dwudziestej drugiej przypomina kostnicę – ciemno i żadnych żywych ludzi, a kawiarnie pozamykane na cztery spusty. Ale ja nie szukam raju… 

czwartek, 03 marca 2011
CZWARTEK Z PĄCZKIEM

pączek, pączki, Tłuszty Czwartek - Monika Kiełbowicz, Monika Kielbowicz

Co roku zadaję sobie pytanie, jak uniknąć jedzenia pączków w tłusty czwartek, żeby nie obrazić tych, którzy z całego serca, od rana do wieczora, chcą mnie poczęstować tym, jakże polskim, tradycyjnym smakołykiem? Jak wytłumaczyć, że pączki najbardziej lubię na zdjęciach, a ze słodyczy najbardziej lubię śledzie? Jest to bardzo trudne w świecie  uzależnionym od cukru. Cukier potrafi zabić wszelki smak. Nawet estetyczny. Dlatego wolę grapefruity od mandarynek i herbatę bez cukru od cukru z herbatą. I czekam na post, na postną kapustę ze śledziem i nieomaszczonymi ziemniakami. I na czas, kiedy będę mogła smakować postne pączki – dzieło Matki Natury. Na pączki, które można smakować wzrokiem i obiektywem.

09:48, monika.kielbowicz
Link Dodaj komentarz »